Dania, Norwegia, Kanada, Japonia - kraje, w których mniej, znaczy więcej. Poznaj odmienną filozofię życia

Idee minimalizmu powracają do nas jak bumerang. Co kilka miesięcy jesteśmy zasypywani kolejnymi poradnikami, które mają w prosty sposób wytłumaczyć nam, jak pozbyć się nadmiaru rzeczy, oczyścić swoje życie – także to duchowe. Niestety nie wystarczy przeczytać kilku książek, aby zacząć żyć świadomie, zrozumieć, że „mniej” zazwyczaj znaczy „więcej”. Od czego więc powinniśmy zacząć?

Przede wszystkim od przyznania się przed samym sobą do własnych nałogów – zakupoholizmu, chomikowania, gromadzenia zbędnych rzeczy. Kiedy to zrozumiemy, łatwiej przyjdzie nam rozstać się z nadmiarem, nauczyć się mówić „nie” i zrozumieć, że minimalizm to niekoniecznie asceza. A tak zazwyczaj jest postrzegany.
Początkujący minimaliści stawiają sobie często cele – mieć nie więcej niż 100 rzeczy niezbędnych do życia, mieć tylko 30 ubrań, pozbyć się wszystkich książek czy płyt. Jednak kiedy rzucimy się w wir ograniczeń, możemy łatwo wpaść w pułapkę zakazów i nakazów, przesadzić tak samo jak przesadzamy w nadmiernej konsumpcji. Warto więc zainspirować się narodowościami, które od lat stawiają na minimalizm w życiu i mają w tym niemałe doświadczenie. Duńczycy, Norwegowie, Japończycy i Kanadyjczycy opanowali tę sztukę do perfekcji.
Dania to kraj znany przede wszystkim z pięknej Kopenhagi, klocków Lego, Legolandu i hygge, które od kilku lat robi furorę na całym świecie. Od Duńczyków możemy jednak nauczyć się znacznie więcej niż komfortowego, wygodnego stylu życia, zgodnego z hygge. Inspirując się ich filozofią życia będziemy mogli osiągnąć wewnętrzną równowagę, bezpieczeństwo i szczęście.

Minimalizm Duńczyków najbardziej widoczny jest w ich domach. Przykładem niech będzie kolor ścian. W Polsce najczęściej każdy pokój jest pomalowany inaczej. Duńczycy nie tolerują takiej „pstrokacizny”. W ich domach króluje biel, która nie przeszkadza, jest czysta, pozwala skupić się na rzeczach ważnych, czyli życiu tu i teraz, wśród najbliższych. Wyposażenie wnętrz? Proste formy, drewniane meble, szlachetne materiały – jeśli Duńczycy otaczają się jakimiś przedmiotami, to właśnie takimi. A przy tym, kiedy odwiedzimy sklep meblowy w Danii zdziwi nas ograniczony wybór towarów. Do wyboru będziemy mieć zaledwie kilka modeli szaf czy sof. W Polsce – kilkadziesiąt, jak nie kilkaset. To, co dla Polaków jest ograniczeniem, niedogodnością, dla Duńczyków – ułatwieniem życia.
Duński minimalizm w podejściu do życia można z kolei scharakteryzować jednym słowem – „janteloven”. Oznacza to, że wszyscy są sobie równi. Nie ma lepszych czy gorszych. Nikt się nie wywyższa, nie udowadnia, że może więcej niż inni. Skromność i powściągliwość to bardzo pożądane cechy. Polskie „zastaw się, a postaw się” nie ma tam racji bytu.

Podobnie rzecz ma się w Norwegii. To właściwie tu się wszystko zaczęło. Znany dziś na całym świecie „styl skandynawski” po raz pierwszy pojawił się w latach 50., kiedy to stworzone przez norweskich projektantów produkty opanowały amerykański i kanadyjski rynek. Charakteryzujące się minimalizmem i funkcjonalnością przedmioty stopniowo zalały cały świat. Skąd designerzy czerpali inspiracje? Przede wszystkim z przyrody, która w Norwegii jest szczególnie onieśmielająca. Pięknym widokom uroku dodaje oczywiście klimat. Pogoda Norwegów nie rozpieszcza, ale dzięki temu stawiają oni na wytrzymałe produkty z dobrych materiałów – czy to w przypadku projektowania mebli, czy ubrań. Liczy się jakość, która nie zmieni się przez lata. Norwegowie nie potrzebują więc wielu przedmiotów.
To, czego naprawdę potrzebują i bez czego nie wyobrażają sobie życia, to. ruch i aktywne spędzanie czasu. Najlepiej w towarzystwie całej rodziny. Chłodny klimat uczynił z nich entuzjastów sportów zimowych. Nie straszna im żadna aura. Spacer nawet w trzaskający mróz jest obowiązkowy w każdym wieku. Dzięki temu nie tylko zachowują przez długie lata piękną sylwetkę, lecz także nie chorują! Unikają antybiotykoterapii jak tylko mogą. Lekarstwa przyjmują w minimalnych dawkach i tylko wtedy, kiedy naprawdę muszą. Hartują organizm od najmłodszych lat. Moglibyśmy się tego od nich nauczyć, prawda?

Jeszcze jednej cechy Polacy mogą śmiało zazdrościć Norwegom. Minimalistyczne podejście do życia sprawia, że to szalenie pogodny naród. Skupienie się na „być” zamiast „mieć” otwiera oczy na najbliższe otoczenie i samego siebie. Dzięki temu z twarzy mieszkańców tego pięknego kraju nie schodzi uśmiech! Wszyscy ciepło się pozdrawiają, odwzajemniają uśmiechy, nawet jeśli nigdy wcześniej się nie widzieli.
Co ciekawe to jednak ani nie Dania, ani nie Norwegia zdobywa liczne wyróżnienia w rankingach na państwo o najlepszej reputacji. W tej kategorii bezkonkurencyjna okazuje się Kanada. Kraj słynący przede wszystkim z hokeja, syropu klonowego i od niedawna przystojnego premiera, przyciąga obcokrajowców nie tylko dobrymi zarobkami, bezpieczeństwem i poszanowaniem różnorodnych kultur. Kanadyjczycy – którzy już dekady temu inspirowali się skandynawskim minimalizmem – są mili, otwarci, chętni do niesienia pomocy. Minimalizm nie tylko w otoczeniu, lecz także w życiu, który w większości europejskich państw dopiero staje się popularny, tam ma się dobrze już dłuższy czas.
Kanadyjczycy zaszczepili u siebie wiele skandynawskich pomysłów. Choćby ekologiczne rozwiązania przy budowie domów czy odzyskiwanie energii. Wiedzą, że to wszystko zaprocentuje w przyszłości. Natura odwdzięczy się szybciej niż możemy się tego spodziewać.
To, na co warto zwrócić uwagę, to także olbrzymia wrażliwość i chęć niesienia pomocy innym. Kanadyjczycy wcześniej niż inne narody zrozumieli, że bezinteresowność i otwarcie na drugą osobę, sprawia, że sami stają się bogatsi. Bogatsi w nowych przyjaciół, we wdzięczność innych. Chętnie udzielają się w licznych wolontariatach, wspierają choćby drobnym gestem czy słowem nawet nieznajomych. Dzielą się tym, co mają. Nawet jeśli sami mają niewiele.
Na tle państw, którym filozofia „mniej znaczy więcej” jest bardzo bliska, wyróżnia się jeszcze Japonia. Fumio Sasaki, autor książki „Pożegnanie z nadmiarem: minimalizm japoński”, ukuł bardzo obrazową metaforę. Porównał współczesnego człowieka do przeładowanego komputera. Tyczy się to nie tylko bałaganu na naszych dyskach, tego, że robimy kopię kopii kopii plików, aby na pewno nic nam nie zginęło w wirtualnym świecie i przez to gromadzimy zbędne dokumenty. Pisarz uważa, że podobnie jest z naszym realnym otoczeniem – domem, miejscem pracy – a także umysłem. Wszystko ma przecież określoną pojemność, a ich przeładowanie oznacza problemy, bałagan, a w konsekwencji zaburza na wewnętrzny spokój.

Japonia jest dodatkowo ciekawa z tego względu, że minimalizm i filozofia „mniej znaczy więcej” jest u nich wtórna. Kultura japońska była minimalistyczna przez wiele wieków, jednak wraz z globalizacją, wzrostem konsumpcji, proste zasady życia zostały stopniowo wyparte. Dopiero wielka tragedia – trzęsienie ziemi w 2011 roku, kiedy wielu Japończyków zostało pozbawionych całego dobytku, wielu zginęło lub otarło się o śmierć – ponownie skierowała mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni w stronę minimalizmu.
Od Japończyków możemy nauczyć się naprawdę wiele. Choćby niemarnowania rzeczy pozornie zniszczonych. Kiedy my wyrzucamy kolejne przedmioty i zastępujemy je nowymi, Japończycy naprawiają je do skutku. Na kanwie tego wyrosła nawet forma sztuki – kintsugi. Jest to specjalna metoda naprawiania potłuczonej ceramiki. Poszczególne elementy są sklejane żywicą z domieszką kamieni szlachetnych – np. złota. Pęknięte elementy układają się w przepiękne, geometryczne wzory. Nikt oczywiście nie każe nam sklejać popękanych kubków, chodzi o to, aby uświadomić sobie, że blizny czy pęknięcia są częścią historii otaczających nas przedmiotów Stanowią o pięknie danej rzeczy. Ponadto kintsugi powinna uświadomić nam bezsens jednorazowych rzeczy, którymi się otaczamy. Nie tylko szkodzimy środowisku, lecz także sami sobie, swojemu wnętrzu i spokojowi ducha.
Jak więc zwolnić i wcielić choćby podstawowe zasady minimalizmu do swojego życia? Na początek spokojnie przeanalizuj to, co kupujesz, czym się otaczasz. Stopniowo rezygnuj z rzeczy zbędnych. Pamiętaj przy tym, że minimalizm wcale nie oznacza ascezy. Ograniczenia, zakazy i nakazy do niczego dobrego nie doprowadzą. Wzorem Duńczyków, Norwegów, Kanadyjczyków i Japończyków, ucz się żyć świadomie, skupiaj się tylko na najważniejszych sprawach i pielęgnuj rodzinne wartości.

Reklama